icodalej

Wpis

piątek, 26 lutego 2016

Litość, czy sprawiedliwość?

Sam Naczelny „Polityki” podjął się rzeczy raczej niemożliwej, próbuje ni to bronić, ni to usprawiedliwiać naszego byłego prezydenta, Lecha Wałęsę, z jego agenturalnej przeszłości. Nie waha się grać na wyższych uczuciach czytelników, a także mówić o psuciu wizerunku Polski za granicami. Żeby nas wzruszyć przedstawia wizerunek zaszczutego, bezradnego, pozbawionego przyjaciół człowieka, który właśnie z tego powodu popełnia kolejne głupstwa.

Uważam, że samodzielność Wałęsy skończyła się w momencie, kiedy podpisał pierwszy kwit przedstawiony przez kpt. Graczyka, swego przyszłego oficera prowadzącego. Potem były następne podpisy, a jego tajni przełożeni mieli czas, żeby poznać go dokładniej i zdecydować o jego dalszej karierze narodowego bohatera.

Zgadzam się, że „duży pośpiech IPN”, „sprawia wrażenie jakiegoś chachmęcenia”, ale to „chachmęcenie”, może służyć zupełnie odwrotnym celom. Doktor Cenckiewicz sformułował swoje zarzuty dotyczące procedury przejęcia dokumentów. Ostatnio ujawniono przedziwny skład zespołu ochraniającego Instytut i jego zbiory Trudno uwierzyć, że te uchybienia, to nieświadome działania osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zgromadzonych tam dokumentów. Teoretycznie można takim pośpiechem odwrócić ciekawość od pozostałej, nieujawnionej na razie części odzyskanych dokumentów. Można je dowolnie selekcjonować i kształtować zupełnie dowolnie zawartą tam „prawdę”.

Pan redaktor stwierdza, że w momentach kiedy pojawiają się dowody agenturalnej przeszłości Wałęsy, nasila się jego obrona ze strony autorytetów „dawnej solidarnościowej opozycji”. Przypomnę, że ta opozycja posiada różne autorytety. Bronią go te autorytety, które dostąpiły zaszczytu decydowania o przyszłych losach Polski, takiej jaką widzieliśmy przed ostatnimi wyborami. Ci, którzy to uznali za oszustwo i nie rokowali zgodnego działania w realizacji kiszczakowej wizji Polski, nie dostąpili zaszczytnego miana autorytetów i są o naszym bohaterze innego zdania.

Agenturalna przeszłość Wałęsy została już dosyć dawno udowodniona. Teraz pojawiły się dokumenty potwierdzające wyniki poprzednich ustaleń. Jest jeszcze wiele szaf – jak twierdzą dobrze zorientowani – pojawią się nowe dokumenty potwierdzające, to co już dawno udowodniono, czy wtedy znów nastąpi mobilizacja? Chyba czas dać sobie spokój i nie łudzić nieszczęśliwca. Przecież te wszystkie byłe i przyszłe mobilizacje służą tym, którzy je organizują i z konieczności biorą w nich udział, aby bronić stworzonych dla siebie legend i swoich interesów. Część, zdawałoby się tak bezinteresownych obrońców, to na pewno osoby, które mają podobny do Wałęsy problem.

Matka Boska w klapie to był taki kamuflaż, kto wie w czyjej głowie się wyląg, ale działał, chociaż czuć go było obłudą. Myślę, że Wałęsa wtedy nie różnił się wiele od „katolików”, o których pan redaktor mówi, a teraz nawet w swojej obłudzie ich przewyższył. Wybaczenie to przywilej dla tych, którzy zrozumieli swój błąd, przyznali się do niego wyrażając skruchę. Tak uważają katolicy i podtrzymuje to tradycja kultury, w której wyrosły starsze pokolenia i którą uznają młodzi, wyniósłszy te zasady z domów rodzinnych. Nie można wybaczyć człowiekowi czegoś, jeżeli on uważa, że tego czegoś nie zrobił. Wałęsa zmienia wersje swej „obrony” z dnia na dzień, o uczciwym przyznaniu i skrusze nie ma mowy i nie może liczyć na wybaczenie. Jego obrońcy powinni mu to wyjaśnić. Katolicyzm nie polega na noszeniu Matki Boskiej w klapie i wytaczaniu procesów ludziom, którzy mają dobrą pamięć, ale na zupełnie innych wartościach.

Wałęsa to mały człowieczek, który skusił się na łatwy grosz, a ponieważ solidarność koleżeńska była mu obca, nie miał wyrzutów sumienia, ale został sam. Wtedy nie śniło mu się bohaterstwo. To dopiero potem, ci, od którzy brał zapłatę, zdecydowali o jego karierze, która do reszty przewróciła mu w głowie... Wspólna walka rodzi solidarność, zdrada nie da się zapomnieć nawet po tylu latach. Wałęsa, w czasie gdy chodził w jaśniejącej pełnym światłem aureoli, próbował zawłaszczyć sobie cały sukces - jak to mówił - „obalenia komunizmu” w pojedynkę , no ostatecznie z własną rodziną. Ani w głowie było mu dzielić się tym z kimkolwiek, a wszystkich, którzy do tego pretendowali (Walentynowicz, Gwiazdowie, Wyszkowski), tępił bezlitośnie.

Jakoś nie mieści mi się w głowie pogląd, że odkryte dokumenty mogą być sfałszowane. Badanie ich autentyczności uważam za próbę zasiania wątpliwości w sens działań lustracyjnych, zmniejszenie rangi odkrycia, a także zasugerowanie, że inne też mogą być nieautentyczne, co przeniosłoby się na jeszcze nie odkryte kwity. Kiszczak nigdy nie był moim idolem, ale nie wątpię w jego profesjonalizm, nie ukrywałby przez lata nic nie wartych fałszywek.

Całe rzesze donosicieli to różnej rangi szkodnicy. Są wśród nich tacy, którzy donosili, że sąsiad kupił syrenkę, a nie wiadomo skąd wziął pieniądze, są i tacy, których nieujawniony fakt współpracy był przyczyną trudnych do oszacowania strat dla państwa i jego obywateli. PRL-owskie służby, będące krajowymi filiami służb sowieckich, bez ograniczeń dzieliły z nimi się swoją wiedzą. Usunięcie śladów donosicielstwa z polskich archiwów, nie oczyszcza niczyjego konta. Pan Piotr Naimski w swoim wystąpieniu w telewizji „Republika”, przypomniał niezrozumiałe z punktu widzenia polskich interesów i polskiej racji stanu posunięcia prezydenta Wałęsy, wyraźnie sprzyjające interesom rosyjskim. Obalenie rządu Jana Olszewskiego, wzmacnianie „lewej nogi”, to tylko niektóre działania, które sprawiły, że miliony ludzi ciągle czekają, na ten obiecywany przez kolejne ekipy rządowe, dobrobyt. Dziś wielu Polaków może uważać, że te – wówczas niezrozumiałe - decyzje, były przyczyną niezrealizowanych przez nich marzeń i mówiąc z patosem – zmarnowania ich życia. Takie to są różnice efektów tego, kiedy Kowalski donosił na sąsiada, a kiedy donosicielem zostaje człowiek na wysokim stanowisku w państwie. Tu konieczne jest sprawiedliwe ocenienie szkód spowodowanych przez jedne i drugie działania. Sprawiedliwość nie zna litości, jest to niezłomne dążenie do oddania każdemu, co mu się należy. Obrazu „szamoczącego się, zaszczutego i osamotnionego człowieka”, nie można rozpatrywać bez wzięcia pod uwagę całości przyczyn, które go do tego doprowadziły. Gdyby ten człowiek umiał zachowywać się z godnością, nie budziłby litości, chociaż nie zmniejszyłoby to jego winy.

Pan redaktor pisze:„Sądzę, że każdy z nas, jeśli nie publicznie, to przed samym sobą powinien wypowiedzieć się w sprawie Wałęsy.” Wziąłem sobie do serca tę sugestię, myślałem o tym nawet w czasie nocnych przebudzeń i zdecydowałem upublicznić te przemyślenia. Uczyniłem to w miarę swoich ograniczonych umiejętności, ponieważ publicystyka nie jest moją specjalnością.

 

 

 

 





Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
msp1
Czas publikacji:
piątek, 26 lutego 2016 12:59

Polecane wpisy